socjologia, opowieści i ja. w różnych proporcjach.
środa, 20 stycznia 2010

Miałam 16 lat i bardzo nie podobał mi się zwyczaj trzymania psów na łańcuchach. Mieszkałam w podwrocławskiej wsi, całkiem niedaleko Kłodzka. Wierciłam rodzicom dziurę w brzuchu, to nieludzkie mówiłam, nie można tak postępować z czującymi istotami. W tym samym mniej więcej czasie doszłam do wniosku, że trzymanie miski przy gardle zarzynanej świni nie przystoi człowiekowi. Miałam łapać krew na kaszankę, obwieściłam, że nie będę brała udziału w morderstwie. Niedługo potem przestałam jeść mięso.

Żyjemy w piekle

Z takim zapleczem sięgnęłam po „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. Po kilkunastu stronach wiedziałam już, że to głos rozsądku w tym bezdusznym świecie. Tak, żyjemy w piekle, i prawie nikt już tego nie zauważa: "Czy to możliwe, że naprawdę dzieje się ta makabra, to wielkie zabijanie, okrutne, beznamiętne, mechaniczne, bez żadnych wyrzutów sumienia, bez najmniejszej refleksji, którą za to hojnie obdziela się wymyślne teologie i filozofie. Jaki to świat, gdzie normą jest zabijanie i ból? Czy coś z nami jest nie tak?", zastanawia się Janina Duszejko, główna bohaterka powieści.

Dać upust gniewowi

Taki świat, świat po Upadku, wymaga radykalnych działań. Skoro pisma do urzędów i instytucji pozostają bez odpowiedzi. Skoro próba przemówienia do rozumu myśliwym w trakcie kościelnej uroczystości kończy się wyprowadzeniem Janiny z domu Boga, o którym Duszejko woli myśleć, używając cudzysłowu. Naprawdę nie pozostaje nic innego, jak dać upust gniewowi w mniej praworządny sposób. We wsi nieopodal Kłodzka, jednej z tych, gdzie psy trzyma się na łańcuchach i w budach, dochodzi do serii tajemniczych morderstw. Układy planet, którym wierzy Janina, wskazują na Zwierzęta. Policjanci jednak śmieją się z tak niepoważnych czy wręcz absurdalnych argumentów. Kto by słuchał starej wariatki?

Zło ma korzenie patriarchalne

Świat jednak zapłaci za to lekceważenie. Taka groźba czai się za kartami powieści. To nie przypadek, że na współczucie wobec Zwierząt zdobywa się kobieta w nie najmłodszym już wieku, specjalistka w dziedzinie astrologii, znawczyni poezji Blake’a. Co robią w tym czasie, gdy bohaterka martwi się losem suk, jej zajmujący się myślistwem czy kłusownictwem (jaka to różnica właściwie) sąsiedzi? Cierpią na autyzm testosteronowy, który "przejawia się w powolnym zaniku inteligencji społecznej i umiejętności międzyludzkiej komunikacji, a także upośledzenia formułowania myśli. Zaatakowany tą Dolegliwością Człowiek staje się męczący i wydaje się pogrążony w rozmyślaniach. Bardziej interesują go Narzędzia i maszynerie. Pociągają do druga wojna światowa i biografie znanych ludzi, najczęściej polityków i złoczyńców." Zło tego świata ma korzenie patriarchalne i nie sposób dłużej temu zaprzeczać.

Jeszcze większe obrzydzenie

Taki porządek, męski oraz autystyczny, prowadzi jedynie do problemów. Odbywa się bezustanna rzeź zwierząt traktowana jako coś normalnego. Ludzie dzieleni są według niepoważnych kryteriów użyteczności, co nikogo nawet nie dziwi. Nikt nie pamięta o zasadzie współzależności, wobec czego próby wyjaśnienia tego, co się w ogóle dzieje, spełzają na niczym. Smutne jest też to, że Kościół, który we własnym mniemaniu stoi po stronie Dobra, w gruncie rzeczy niczym nie różni się od reszty. Można wręcz powiedzieć, że wzbudza jeszcze większe obrzydzenie ze względu na hipokryzję zawartą i w słowach, i w czynach. Czy to normalne za patrona myśliwych uznać św. Huberta, który przestał zabijać zwierzęta po tym, jak doznał wizji, co sprawiło, że stał się świętym. Gdzie sens i logika budowania kaplic dla myśliwych? Czy to nie zatrważające, że duszę ma największy zbrodniarz, a nie ma jej sarna? Kościół to Zło, które podszywa się pod Dobro.

Nie wszyscy mogą być Czechami

Okropny to kraj. Kraj, w którym nic od ciebie nie zależy. Kraj, w którym możesz napisać kilkadziesiąt petycji, i nie dostaniesz na nie żadnej odpowiedzi. Kraj, w którym sprawy lokalne potrzebują wojewódzkiego namaszczenia, bo inaczej nic nie da się zrobić. Kraj mężczyzn, którzy nie słuchają kobiet. "W Czechach jest inaczej, lepiej i milej. Tam ludzie potrafią spokojnie dyskutować i nikt się z nikim nie kłóci." Nie wszyscy mogą być jednak Czechami.

O tym nieszczęsnym kraju i o jego mieszkańcach jest książka „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. To buntowniczy kryminał moralny czy też wariacje na temat kryminału. Źle skończy ten, po kim słowa Olgi Tokarczuk spłyną jak woda.


Olga Tokarczuk, "Prowadź swój pług przez kości umarłych", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

niedziela, 06 grudnia 2009

"Tyle w nich było sprzeczności, czasem trwożliwie dziecinni, czasem zupełnie dorośli. Wygadują sporo głupstw, czasem mówią coś rozsądnego. Są lękliwi i radości, samolubni i głupi, życzliwi i mądrzy, zdolni do samozaparacia, oddania, rozgniewani i łagodni, sentymentalni, niezności i godni miłosci. Wszystko razem pomieszane. No zobaczymy, co z tego będzie."

Ingmar Bergman, "Sceny z życia małżeńskiego"


Jakoś uwiodła mnie ta książka. Taki zachwyt przez smutek. Uśmiech w zamyśleniu. Takie to zagmatwana, myślę, takie dziwne. Niby nie, a tak, właściwie źle, a jednak dobrze.

W tej historii jest ona i on. I czas. Są razem i osobno. Odchodzą i wracają. Sporo w tym zamieszania i braku konsekwencji. Chciałabym  zaprotestować i krok po kroku, słowo po słowie rozłożyć ten związek na czynniki pierwsze, pokazać, skąd to się w ogóle wzięło, to rozpirzenie.

Bo jeśli ta książka mówi coś ważnego o naszym doświadczeniu, a intuicyjnie ku temu się skłaniam, mogłoby to oznaczać, że ciągle musimy mieć się na baczności. Czy chodzi o miłość, czy o cokolwiek innego. Zaufanie i do siebie, i do świata wyparowało. Teraz, czyli w naszej cudownej nowoczesności, każde zdarzenie należy brać pod lupę, i przyglądać mu się ze wszystkich możliwych stron, analizować i poddawać w wątpliwość. Dość to wyczerpujące.

Zajrzyjcie do "Scen..", Johann i Marianne są tacy  w y m ę c z e n i.

Zastanawiam się, co jest większym problemem: ta relacja, która dawno temu powinna się skończyć albo zmienić (mimo wszystko, sugerowałabym psychoterapię); czy może taki sposób urządzenia współczesnego świata, który sprawia, że te   m ę c z ą c e   r e l a c j e   są zwyczajnym elementem krajobrazu.     

 


Ingmar Bergman, "Sceny z życia małżeńskiego", Poznań 1975

środa, 25 listopada 2009

Według mnie zapowiada się bardzo ciekawie:

(Choć, z drugiej strony, wieszczę że badacze i badaczki będą mówić w dużej mierze o sobie czy swoich światach społecznych, tak jakby dominujący nurt życia społecznego, w tym kontekście odnoszący się do "oczywistej oczywistości" i męskości, i kobiecości, zniknął z pola widzenia. Taka mała uwaga na marginesie.. ;)

 

Wydział Humanistyczno-Społeczny Akademii Techniczno-Humanistyczej w Bielsku-Białej oraz Katedra Socjologii Wydziału Zarządzenia i Informatyki ATH zapraszają do udziału w interdyscyplinarnej konferencji pt. „Postpłciowość? Praktyki i narracje tożsamościowe w ponowoczesnym świecie”, która odbędzie się w Bielsku-Białej 15 kwietnia 2010 r.


Negocjowanie tożsamości we współczesnym, ponowoczesnym świecie, konstruowanie własnego „ja” staje się coraz trudniejszym zadaniem. Stając wobec wyzwań, jakie przynoszą gwałtowne zmiany cywilizacyjne, wobec mnogości opcji, wobec permanentnego redefiniowania pojęć takich, jak: podmiot, tożsamość, płeć, norma itp. nieraz czujemy się zagubieni/zagubione i bezradni/bezradne.

Proponujemy przyjrzeć się, jak funkcjonują dziś różnorodne praktyki tożsamościowe w kontekście kategorii płci. Płeć – jakkolwiek rozumianą – uznajemy za jeden z najważniejszych kryteriów opisujących ludzi. Nie sposób prowadzić refleksji na temat kondycji człowieka, nie włączając w nią tej perspektywy.

Pamiętajmy jednak - nie jest tak, że kiedyś istniały skończone podmioty płciowe związane z męskością i kobiecością, a dopiero czasy ponowoczesne stworzyły wiele reprezentacji płciowych, raz po raz mnożąc interpretacje męskości i kobiecości. Odmienne, wykraczające poza opozycję binarną: męskie – kobiece, praktyki tożsamościowe istniały zawsze, choć „funkcjonowały” w cieniu społeczno-kulturowej normy, jaką była (i jest?) ta hegemoniczna opozycja. Nie można jednak nie zgodzić się z twierdzeniem – że w świecie ponowoczesnym, w świecie zdekonstruowanej kategorii płci, po raz pierwszy zajęto się opisem różnorodnych narracji płciowych.

Szczególną uwagę chcemy zwrócić na następujące zagadnienia:

- znaczenie płci we współczesnym świecie;

- w kierunku postpłciowości – czy można funkcjonować poza kategorią płci;

- sposoby wychodzenia poza opozycję binarną: kobiece – męskie;

- realizacja (post)płciowości przez jednostkę - indywidualne praktyki tożsamościowe;

- normatywność vs nienormatywność;

- dyskurs a płeć.

W czasie konferencji przewidujemy zorganizowanie dodatkowych wydarzeń związanych z przedstawioną tematyką:

- warsztat antydyskryminacyjny;

- występ pt. "Plac zabaw, czyli ciotowska pieśń miłosna - projekt artystyczny Grzegorza Krzyśko".

 

 

środa, 04 listopada 2009

...jest w tej realizacji schizofreniczność, która niepokoi. Z jednej strony, fotografki i modelki najwyraźniej sprzeciwiają się sprowadzaniu kobiecości do posiadania piersi, z drugiej strony, kobiety po mastektomii, mogą być (bo przecież widzimy, że mogą) atrakcyjne i uwodzicielskie. Nie widzę jednak żadnego powodu, żeby blizny uznać za pociągające, nawet jeśli są to blizny po piersi albo po piersiach...

 


niejednazjedna1

fot.: Agnieszka Kłos

 

 


Więcej tutaj.

 

18:05, anna.wiatr , medyczne
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 października 2009

Ten przedział wydał mi się ciekawy i warty poznania: podróżni czytali albo wyciągali książki i gazety z przepastnych toreb, plecaków, reklamówek. Tak, trasa Wrocław Główny - Poznań Główny, po staremu. Książki zawsze wydawały mi się jakoś związane z pociągami: wiele zmienia się po tym jak przejedzie się te 160 kilometrów, albo przeczyta te 100 stron. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że po nic już nie będzie takie samo. Można, ale nie trzeba.

Nie wiem, co zajmowało mnie bardziej: czytanie czy odrywanie wzroku od kartek, przeciąganie się i mimowolne prześlizgiwanie wzrokiem po tytułach, stronach, grzbietach.


Nawet nie pytałam, skąd są ani czym się zajmują, nie było takiej potrzeby. Przecież wszystko stało się jasne, gdy tylko ruszył pociąg.

 

Dziewczyna obok, ubrana w czarny, obszerny sweter, wyciągnęła cienką książkę o ojcu Pio, który akurat na tej trasie opowiadał o tym, jak uchronić się od pokus szatana. Zastanawiałam się, czy to się jakoś łączy: te pokusy, szatan, i jej brak makijażu, ozdób, jakiejkolwiek frywolności.

Naprzeciwko mnie siedziała para gejów, którzy, rzecz jasna, nie wyskoczyli z coming out'em w okolicach Leszna, ale też nie potrzeba nie wiadomo jakiego zmysłu obserwacji, żeby pewne rzeczy zauważyć. Wydaje mi się, że wiedzieli, że ja wiem, byli dla mnie bardzo mili, wsadzili i ściągnęli mi plecak, w którym przewoziłam zimowe swetry. Oraz się uśmiechali. Dość dokładnie czytali "Wyborczą" oraz "Przekrój", lekko i inteligentnie komentowali co poniektóre artykuły. Życie jest w jakiś sensie przyjemnością, mówiłi wygodnym rozłożeniem się na niewygodnych siedzeniach, sposobem picia wody i przewracania kolejnych kartek.

To jednak nie była jedyna para w tym przedziale. Po mojej drugiej stronie siedział chłopak z dziewczyną, około dwudziestopięcioletni, dość zakochani, ale też bez przesady, tak rozsądnie i akurat. Przeglądali, powoli i dokładnie, "Villę", czasopismo o najpiękniejszych domach i mieszkaniach. Kuchnie, pokoje, przedpokoje i jadalnie. Ogrody i werandy, i balkony. I stoły, i krzesła, i meble, i obrusy, i rolety. To gruba, pokaźna gazeta. Wystarczy na dwie i pół godziny. Jeszcze nic nie wybierali, orientowali się tylko w cenach i kolorach, mają czas.

Za wiele nie przeczytałam w czasie tej krótkiej podróży, ale zakładam, że moja książka mówiła wiele i o mnie. Uznałam przy tym, że to dość niebezpieczne: tak się obnażać w pociągu, nie zważając na to, ani z kim się jedzie, ani dokąd.


23:12, anna.wiatr , o czytaniu
Link Komentarze (5) »
sobota, 17 października 2009


Dawno nic tutaj nie pisałam. Co nie znaczy, że nie chodzę do kina, nie  czytam książek czy nie myślę. Czasem myślę ;).

W każdym bądź razie, ostatnio, oczywiście, obejrzałam film, a nawet filmy, bo w głowie mam trzy w miarę świeże historie. I choć dwie z nich widziałam w moich ulubionych już poznańskich kinach (to chyba wyszło mi  tu najlepiej - oswojenie kin), napiszę o tej, którą można zobaczyć w jednej z galerii handlowych.  (Co jest dość logiczne ze względu na współgranie rzeczywistości filmowej oraz zakupowej. Jakkolwiek trochę szkoda).

"Galerianki" to naprawdę interesujący film (choć zauważyłam, że nadużywam tego słowa!).


galerianki1


I wiele wątków do rozsłupłania: genderowych, rzecz jasna, połączonych z nimi tożsamościowych, czyli też cielesnych i seksualnych. Można powiedzieć, że pociągając za jeden sznurek, okazuje się, że tak naprawdę ten jeden sznurek składa się z conajmniej kilku części. Idąc dalej: przyglądamy się  w "Galeriankach" konsumpcji i centrum handlowemu jako centrum późnonowczesnego świata;  rozpadowi więzów rodzinnych; sytemowi edukacji; wreszcie wsłuchujemy sie w język, bo niezwykle istotnym elementem filmu jest to, jak i co bohaterki mówią (słysząc powtarzane wielokrotnie pytanie, kierowane do Katarzyny Rosłaniec, czy nie przesadziła i czy nie za bardzo pojechała Masłowską, zastanawiałam się, czy dziennikarze rozmawiają od czasu do czasu z uczniami gimnazjum czy liceum, najlepiej z tzw. niezbyt dobrych rodzin):




Zanim zobaczyłam wersję kinową filmu, obejrzałam studencką etiudę reżyserki, na podstawie której powstał film długometrażowy. Film dla szerokiej publiczności, w porównaniu z pierwszą wersją, jest ostrzejszy i mocniejszy, i jeszcze więcej w nim fantów. Co ciekawe, do kina przyszli ludzie w wieku galerianek. Reagowali żywo i dosadnie.


galerianki2

 

Być może mamy w tym filmie do czynienia  jedynie z przykładem  skrajnego urzeczowienia kobiet (pamiętajmy jednak, że bohaterki mają po 13 lat!), wydaje mi się jednak, że sytuacja jest dużo poważniejsza. Że gdyby sporządzić diagnozę współczesnej kultury, biorąc pod uwagę  nie tyle deklarowane, co wcielane w życie wartości, mogłoby się okazać, że pokazane w "Galeriankach" trendy są częścią wielu społecznych światów, a nie skrajnością, z którą większość nie ma za bardzo do czynienia. Inną rzeczą wartą zaznaczenia jest to, że w filmie nie chodzi jedynie o przedmiotowe traktowanie dziewczynek przez dojrzałych mężczyzn, ale i o równie przedmiotowe traktownie mężczyzn i chłopców przez te dziewczynki. W końcu miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?

 

 

"Galerianki" (2009), reż. Katarzyna Rosłaniec


15:22, anna.wiatr , filmowe
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 września 2009

Szczerze mówiąc, ociągam się z powrotem do tego tekstu. Unikam go. Wymyślam przeróżne powody, żeby tylko się nim nie zajmować. Uciekam.

Już się rozstaliśmy, nie ma co do tego wracać, kiedyś był ważny, a teraz nawet nie wiem, dlaczego właściwie go napisałam.

Pięć lat jednak wiele zmienia.

Jestem jednak odpowiedzialna i słowna. Nie rzucam słów na wiatr, nawet jeśli miałabym na to ochotę.

Wydaje mi się, że moja niechęć do zajmowania się nim wynika z tego, że rozrosła się we mnie niewiara w konieczność rozumienia i interpretacji wszystkiego. Zamiast tego, więcej miejsca zrobiło się na przeczucie, że jednak sporo jest w życiu różnych tajemnic. I o ile socjologię intymności mogłam jeszcze uprawiać, o tyle o socjologii tajemnicy mogę zapomnieć. Na szczęście.

 

Oto bohater tego wpisu:


początki, końce, początki

Bycie-w-świecie składa się z serii początków i końców, schodzenia i rozchodzenia się życiowych dróg, spotykania Innego i rozstawania się z nim, także na zawsze, gdy doświadcza się jego umierania.

Intymność, jako istotna część egzystencji, także musi się rozpocząć, żeby w ogóle zaistnieć. Jej początki często dopiero wtedy są tak określane, gdy sama relacja w pewnym momencie staje się intymnym erotycznym związkiem; okazuje się wówczas, że wszystko zaczęło się o wiele wcześniej, co jest też zasługą pamięci, która w odniesieniu do tego typu wydarzeń okazuje się być bardzo precyzyjna – dokładnie pamiętam ten dzień… Początki nakładają się na końce, równocześnie rodzi się świat i świat umiera, a ich czasowe rytmy i przestrzenne konfiguracje upodabniają się do siebie – spotkania nie odbywają się jeszcze zbyt często, a ich miejsca pozostają neutralne; spotkania są coraz rzadsze i coraz dalej im od tego, co wspólne, więc także od wspólnego domu. O miłości już wiadomo, że nie jest jedyna i na zawsze, pomimo tego ciągle przeżywana jest zgodnie z romantycznym wzorem, choć romantyczność też ucieka z codzienności, ale i conocności. Nie trzeba już kolacji przy zapalonych świecach, żeby było magicznie, można ją zjeść bez świec, można komuś zrobić śniadanie, i to też będzie akt miłości w stosunki do niego.

Gdy początki są tylko początkami, a końce końcami, łatwiej przychodzi nazywanie emocji, rozpoznawanie uczuć, co nie oznacza, że można mieć nad nimi kontrolę: w pewnym momencie nie można. Wtedy powietrze można ciąć nożem i właściwie wiadomo, że zaraz się pocałują albo dotkną, co zapamiętają, bo później będą o tym opowiadać – wszystko jest przecież tak świeże, pasjonujące i odkrywcze, że nie sposób o tym zapomnieć, do tego nie powracać. Opowiadają kobiety o mężczyznach, mężczyźni o kobietach, kobiety o kobietach i mężczyźni o mężczyznach. I wszystkich ich łączy to, że po upływie pewnego czasu (jednym dniu, miesiącu, dwóch latach) od poznania się stwierdzają, że chcą być razem. I są. Poznają swoje historie, rodziny, znajomych. Chodzą razem do kina, do klubów, na wesela, do kościoła, na spacery, jeżdżą na wycieczki za miasto lub do miasta (to zależy skąd wyjeżdżają), na urodziny lub imieniny (to z kolei zależy od tego, czy robią to teraz, czy początek miał miejsce dwadzieścia pięć lat temu). Robią to, co robili, zanim się poznali, spotykając się z podobnymi sobie ludźmi, śmiejąc się z podobnych żartów; niby nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne. Bo jest ona. Bo jest on. Bo są razem.

Z końcem jest odwrotnie: oddzielają swoje historie, mają już innych znajomych, nie odwiedzają swoich rodzin, nigdzie razem nie wychodzą. Zaczynają nowe życie. Cierpią. Z powrotem wszystko jest osobne.

 

miłość jest tym, co zdarza się pomiędzy początkami a końcami

Przeżywają ją różnorodnie. Wielu rzeczy nie wiedzą, przede wszystkim, czy to jest miłość. Czasem nie odpowiadają na to pytanie przez siedemnaście lat, a potem już za wiele ich łączy, żeby rozerwać wszystko jak kartkę papieru. Czasem nie mają żadnych wątpliwości.

Zakochują się w sobie albo najpierw się przyjaźnią. Dlatego, między innymi, tak różnie kochają: romantycznie, gwałtownie, z porywami, lub: zwyczajnie, bez burz, po prostu. To, co się z nimi wówczas dzieje, dokładnie przylega do tego, kim są, przystając także do sposobu, w jaki opowiadają o swoich uczuciach – używają innych języków, ich słowa znaczą co innego w zależności od kontekstu całej narracji. Mówią przy tym gładko, potoczyście, bez trudu dobierając słowa do tego, co chcą wyrazić, jeśli się pomylą i użyją nie tej formy czasownika, której powinni byli użyć, zaraz zastępują ją inną, odpowiednią. Albo: mówią chropowato, z przerwami, łamiąc reguły gramatyczne i nie poprawiając się po ich złamaniu, nie wiedzą, jak to powiedzieć, brakuje im słów.

O samej miłości opowiadają zresztą krótko, choć jest to wątek stale powracający – uczucie bowiem, im dłużej trwa, tym bardziej się zmienia, dojrzewa, uspokaja.

Kobiety zwracają też uwagę na inny rodzaj miłości, która stała się dla nich dostępna po urodzeniu dziecka; jest to miłość idealna, zupełnie inna niż miłość do mężczyzny.

Ani kobiety, ani mężczyźni nie mówią zbyt wiele o tym, jak doświadczają tego, że miłość się kończy, a przeżywają jej odpływy i kryzysy, często związane z innymi problemami, trudnościami, przeszkodami. Silniejsze w momencie rozstań są jednak inne uczucia: żal, smutek, rezygnacja, opuszczenie, samotność.

na koniec, o tej tajemnicy....

Pytałam: "Czemu w ogóle wyszłeś za mnie?” On mówi „Nie wiem. Bo cię kocham”. Ale ja oczekiwałam, bo jesteś taka wspaniała, inteligentna, piękna, ale on nic takiego nie mówił (wywiad nr 9). Ta zagadkowość wiąże się z pytaniami dlaczego ja?, dlaczego on?, dlaczego ona? i często pojawia się w opowieściach, pozostając bez odpowiedzi: Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że jestem z kobietą, która w sumie nie jest w moim, jeżeli chodzi o kwestie fizyczne, to zupełnie nie jest moim typem kobiety (wywiad nr 2).


środa, 19 sierpnia 2009

Jakiś czas temu, podczas obrony,  poznałam profesor Elżbietę Zakrzewską - Manterys, która recenzowała mój doktorat.  O książkach "Hermeneutyczne inspiracje" oraz "Down i zespół wątpliwości", których jest autorką, pisałam już w Narracjach (tutaj i tutaj), bo są to jedne z moich ulubionych socjologicznych prac.

Niedawno byłam w Warszawie, profesor Zakrzewska - Manterys zgodziła się porozmawiać ze mną  między innymi o tym, jak napisała książkę socjologiczną, nie pisząc książki socjologicznej. Wywiad można przeczytać tutaj. Zapraszam.

20:10, anna.wiatr , spotkania
Link Komentarze (4) »
sobota, 08 sierpnia 2009

Odkąd pamiętam, zachwycałam się jej reportażami. Tym, co nazywałam ontologią świata przedstawionego. Tak właśnie jest, myślałam. Życie to dziwna gra przypadków. Myślimy, że spędzimy resztę życia w jednym miejscu, tymczasem dzieje się tak, że przeprowadzamy się do innego. Myślimy, że w tym innym to już zostaniemy dłużej, tymczasem trafiamy do trzeciego. Hanna Krall wierzy, że w tym chaotycznym rytmie jest więcej sensu niż mogłoby się wydawać. Przypadki to tylko pozór. Najprawdopodobniej nie istnieją. Coś dzieje się po to, żeby wydarzyło się coś innego. Podobnie jest z tym, co – często wbrew regułom tak zwanego prawdopodobieństwa - jednak się nie zdarza. Choć mogłoby.

Hanna Krall wie to, ponieważ spędziła trochę czasu, słuchając historii o tym, co ludzie przeżyli. Albo nie przeżyli. Oczywiście, najważniejsze są miłość, samotność i śmierć.

Czytałam tę książkę w pociągach. Specjalnie wybierałam puste przedziały, żeby mieć trochę spokoju. Wiem, że ludzie chcą opowiadać, i że ja jestem głównie od słuchania. Czasem jednak trzeba zająć się czymś innym.

Najpierw wracałam do Poznania z Wrocławia, a później z Warszawy. Choć tak naprawdę to wciąż nie wiem, czy ja już do Poznania wracam, czy po prostu się tu pojawiam i, jak na razie, jestem.

Dokładnie tak, myślałam. Tyle że tym razem nie odnosiło się to do samych opowieści, ale do tego, jak obchodzić się z narracyjnym materiałem, z którego one powstają:


Sposoby opowiadania

Są dwa sposoby opowiadania o świecie. Poprzez szeroką, rozległą panoramę, poprzez dzieje narodów, wojny i rewolucje, jak to robi Ryszard Kapuściński. Albo poprzez historię jednego człowieka, jak ja to robię. W moich książkach są tylko „jedni ludzie”. Jeżeli składają się na obraz jakiegoś świata, to bardzo dobrze. (s. 45)


Współbrzmienie

Świat jest pełen historii do opisania.

W jaki sposób dokonuje pani ich selekcji? Czy każde życie nadaje się do opisania?

Nie, nie każde. Chcę opisać życie, które mnie czymś porusza. Decyduję się na pisanie, kiedy mój organizm współbrzmi z czyjąś opowieścią, gdy coś zaiskrzy niezależnie od mojej woli. Muszę nabrać pewności, która nie wynika z głowy, ale właśnie z organizmu.

Czym jest to „współbrzmienie”?

Nie wiem. Ale je rozpoznaję po kilku usłyszanych zdaniach. Czasami ktoś opowiada sen, który i mnie się przyśnił. Czasami się dowiaduję o dziwnej zbieżności dat: jedna kobieta ginie w getcie, druga kocha się z żołnierzem Wermachtu i dziewięć miesięcy później przychodzi na świat matka aktora Mariusza B. Syn tamtej, która zginęła, zapisuje swą czaszkę teatrowi szekspirowskiemu w Anglii. Chce, by z tą czaszką grali „Hamleta”. Aktor gra Hamleta w Warszawie. Może to nic nie znaczy. A może znaczy jednak… (s. 70)


Losy

Losy, które opisuję, powinny się ciągnąć w nieskończoność, a zdarzenia powinny zahaczać o inne zdarzenia, ludzie o innych ludzi. W ten sposób można opisać cały świat. Czasami w takiej konstrukcji brakuje jakiegoś elementu – i to jest miejsce, które czytelnik powinien uzupełnić własną pamięcią i uczuciami. Wtedy dopiero budowa będzie kompletna. (s. 114)

 

 


Jacek Antczak, „Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall”. Wydawnictwo Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2007

22:22, anna.wiatr , inspiracje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2009

 

I skończyły się. Nowe Horyzonty. W tym roku obejrzałam jedynie kilka filmów, może dlatego nie mam poczucia odkrycia czegokolwiek. Już jednak podczas przeglądania programu byłam nieco - że użyję tego niewdzięcznego słowa - znudzona. Ile razy można jednak opowiadać o niemożliwości porozumienia, samotności, smutku ludzkiej  egzystencji itp, dodatkowo polewając to lukrem uniwersalności przesałania (co wzbudza moją podejrzliwość w jeszcze większym stopniu niż owa komunikacyjna katastrofa).

Pomimo tego ogólnego wrażenia spędziłam w kinie kilkanaście ciekawych godzin, filmy, które zobaczyłam, były interesujące z wielu względów, nie tylko socjologicznych, ciekawe były również rozmowy o filmach oraz przyglądanie się festiwalowej publiczności. Jednak tematy wymienione powyżej omijałam szerokim łukiem.

Najciekawsze wydały mi się przy tym same strategie wybierania określonych filmów. Czyli to, jakim historiami ludzie chcą się otaczać i dlaczego. Co wydaje im się w tych historiach ważne. Jak je rozumieją. I czy zabierają je ze sobą do swoich miast i swoich historii, czy tylko krótko się im przyglądają, a później zostawiają je w pociągach i żyją tak, jakby nic się nie wydarzyło.

 



12:46, anna.wiatr , filmowe
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15